Genialny satyryk na skalę światową George Carlin,  powiedział podczas jednego ze swoich występów: „ The planet is fine, the people are fucked”. Oczywiście jest w tym spora doza ironii, jednak gdy chwile się nad tym zastanowimy, ma on całkowitą rację. Planeta sama w sobie jest organizmem samo korygującym i potrafi doskonale funkcjonować bez pomocy człowieka. Natomiast spora część społeczeństwa wmawia sobie, iż Ziemia musi się zmienić i to Ona jest winna wszystkiemu.Jednym z groźniejszych skutków rozwoju cywilizacyjnego może być efekt cieplarniany. Głównym „sprawcą” tego efektu jest oczywiście dwutlenek węgla. W skali światowej transport zużywa około 25% energii pierwotnej i jest przyczyną mniej więcej 22 % globalnej emisji CO2.

Efekt cieplarniany stał się na tyle ważnym problemem, iż w 1988 roku Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) przy wykorzystaniu środków z ONZ zainicjowała pracę Międzynarodowej Grupy ds. Zmian Klimatów (IPIC). Blisko 100 narodów uczestniczyło w większym lub mniejszym stopniu w pracach tej grupy, również Polacy byli w jej prace zaangażowani. W 1992 roku w Rio de Janeiro, odbyła się konferencja ONZ – Szczyt Ziemi. Wskutek prowadzonych rozmów podpisano tzw. Ramową Konwencję Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu. W celu rozwinięcia badań nad ograniczeniem emisji gazów cieplarnianych, rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, zaoferował wsparcie finansowe dla uczestników projektu. Dla Polski studium wykonano w latach 1994 – 1995, pod przewodnictwem prof. Marka Sadowskiego. Aktualnie sprawy Polski, związane z ograniczeniem emisji dwutlenku węgla monitoruje Unia Europejska. Komisja zadecydowała o znaczącym zmniejszeniu emisji CO2 dla Polski na lata 2008 – 2012. Polska wystąpiła o uprawnienia do wyemitowania 284 mln ton CO2 rocznie, UE zezwoliła natomiast jedynie na emisję 218 mln ton. Jest to pierwszy z wielu kroków jakie trzeba było podjąć w celu ratowania klimatu.